Witajcie, kochani!
Dzisiaj pokażę Wam kartkę na chrzest, o którą poprosiła mnie
koleżanka w pamiętny dzień rozpoczęcia wielkiego remontu. A tu wszystko spakowane
i pochowane. Ale że odmawiać nie chciałam, więc odkopałam kilka przydasiów i
tak oto w takich warunkach…
… powstała taka karteczka:
A co u mnie? Ostatnio:
- wyburzona ścianka w celu powiększenia malutkiej kuchni,
- przerobiona instalacja elektryczna,
- dieta na surowo i zimno ze względu na brak kuchenki😃
- do łazienki i toalety dziś przemieszczam się po przemyślnej konstrukcji z desek, która chroni świeżo położone płytki w korytarzu,
- wszystko w mieszkaniu pokryte jest pyłem po cięciu płytek, tym charakterystycznym pyłem, który włazi po prostu wszędzie,
- dziś zdarzył się mały wypadek: kiedy pan kładący płytki mieszał zaprawę takim wielkim mieszadłem (nie mam pojęcia jak się ono zwie), nagle oderwał się od niego jakiś metalowy element, przez co zaprawa rozprysła się na pana i na położone w kuchni płytki. Dobrze, że nie zrobiła mu żadnej krzywdy. Tylko płytki musiał czyścić,
- a w perspektywie kładzenie paneli w całym mieszkaniu.
- Czy narzekam? A broń Boże! Wiem, że z tego chaosu wyłoni się piękny efekt. No i remont robi ta sama super ekipa, która dwa lata temu robiła mi łazienkę, a to oznacza solidność, rzetelność i perspektywę, że na pewno będę zadowolona. Już jestem!
No to tyle na dzisiaj. Pozdrawiam
Was serdecznie i idę spłukiwać z siebie pył😁
Pa, pa,
Małgosia
Pa, pa,
Małgosia