Witajcie, kochani!
Dziś pokażę Wam dwie zaległe kartki imieninowe. Pierwsza dla Haliny.
Druga dla Anny.
I jeszcze imieninowy czekoladownik.
Poza tym bardzo proszę o wsparcie modlitewne, bo już nie daję psychicznie rady. Moja kochana Mama jest poważnie chora, bardzo cierpi (nie chcę pisać o szczegółach), a ja razem z nią w poczuciu bezsilności. Całodzienna opieka nad Mamą, załatwianie tysiąca spraw związanych z terapią i opieką, do tego wciąż jakieś nieprzewidziane sytuacje (np. dzisiaj wysypałam niechcący na podłogę całe pudełko pokruszonych orzechów przygotowanych dla ptaków, a gdy wyjęłam odkurzacz, żeby posprzątać, on akurat właśnie postanowił się zepsuć) – i tak mija dzień za dniem, z przerażeniem myślę jak to będzie, kiedy zacznie się rok szkolny i trzeba będzie wrócić do pracy. Jedyna odskocznia to Wasze blogi, na które zaglądam łapiąc każdą wolną chwilkę, którą uda mi się wygospodarować. I oczywiście tu też musi być pod górkę – staram się komentować wszystkie posty na zaprzyjaźnionych blogach, tymczasem blogger uparcie wyrzuca cześć moich komentarzy w niebyt.
Ciężko wykrzesać w takiej sytuacji jakikolwiek optymizm. Gdybym nie miała wiary, to nie wiem co bym zrobiła, bo chwilami już różne myśli mi do głowy przychodziły…
Miałam o tym nie pisać, ale na mojego bloga zagląda tylko życzliwa grupka osób, więc się tak otworzyłam. Kto może, niech się pomodli za moją Mamę, proszę.
Pozdrawiam Was serdecznie,
Małgosia