piątek, 15 lutego 2019

Kto mi dał skrzydła…


… kto mię odział pióry

I tak wysoko postawił, że z góry

Wszystek świat widzę, a sam, jako trzeba,

Tykam się nieba?

Kochani, witam Was serdecznie. Po prostu nie mogłam sobie odmówić zacytowania fragmentu Pieśni X mistrza Kochanowskiego. A to dlatego, że dzisiaj pokażę Wam kartki, na których właśnie skrzydła się znajdują. Wszystko przez Ewcię, która motyw skrzydeł zadała nam w lutowej odsłonie swojej zabawy.


Na karteczce bożonarodzeniowej na skrzydłach unoszą się dwaj aniołowie. Bystre oko zauważy, że to kolejny składaczek z zabawy w cięcie i gięcie u Ewinki.





Na kartce wielkanocnej znajdziemy trzy kurczaczki, które mają – choć małe i  nielotne – ale jednak skrzydełka.




Na kartce urodzinowej dla sympatycznej nastolatki na skrzydłach wzlatują motyle.




I czwarta karteczka, tym razem z pokolorowanym elementem – różaną wróżką z lśniącymi (brokatowym lakierem do paznokci:) skrzydełkami.






Poza tym dziś znowu nawiedziłam Urząd Skarbowy, żeby złożyć korektę zeznania podatkowego. Nawet nie pytajcie, jaki błąd zrobiłam, bo aż wstyd się przyznać, że taka gapa ze mnie. Dobrze, że porządkując dokumenty spojrzałam na kserokopię swojego PIT-u. Ech, mam nadzieję, że weekend będzie już spokojny i nudny:)

Pozdrawiam Was serdecznie,
Małgosia

czwartek, 14 lutego 2019

Serce i sekrety budownictwa PRL-u


Witajcie, kochani!

Na początek – jako że dzisiaj walentynki – pokażę Wam dwie kartki, które z tej okazji powstały. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że będę robić walentynkę dla cudzego męża:) Ale zanim sobie pomyślicie coś niewłaściwego spieszę wyjaśnić, że to Lidzia poprosiła o zasypanie jej męża walentynkami – taka niespodzianka od kochającej żony. Oto więc ona, niesamowicie trudna do sfotografowania ze względu na perłowe papiery.


A tutaj druga, zupełnie w innym klimacie.


Z czeluści dysku wygrzebałam dodatkowo walentynkę zrobioną daaaaawno temu, więc dorzucam i ją. Był to mój debiut jeśli chodzi o card in a box (czyli pop up).




Karteczki wrzucam do zabawy walentynkowej u Bogusi.


I z racji, że mamy tu serca – także do zabawy u Reni.


Pewnie jesteście ciekawi jak zakończyła się historia mojej dziury w ścianie. Otóż wczoraj rano przybył pan wraz z sąsiadem, u którego dokonuje remontu. Okazało się, że wymieniał instalację elektryczną, ponieważ sąsiad ma jeszcze przewody aluminiowe, które się palą i iskrzy mu z kontaktów (oj, już lepsza dziura niż pożar, brrr). W trakcie wymiany tychże kabelków powstała tajemnicza dziura w mojej ścianie. Po dokładnym wejrzeniu w dziurę okazało się, że… na pozór betonowa ściana składa się z jakiegoś gruzu i kamieni spojonych czymś miękkim (ech, nie znam się dobrze na tym), dlatego bez problemu przeszło przez nią narzędzie przygotowane na konfrontację z betonem. Na odsiecz przybył drugi sąsiad, działający w branży budowlanej i pracujący w Zakładzie Budowlano – Remontowym naszej spółdzielni mieszkaniowej. Po zbadaniu sprawy wyszło na jaw, że w betonowej ścianie jest spory kawałek wcale nie betonowy. Wygląda to tak, jakby był tam otwór na drzwi, który potem zaklejono. Czyli dwa różne mieszkania znajdujące się na dwóch różnych klatkach schodowych przedzielono ścianą z otworem drzwiowym. Pozostanie sekretem zamierzchłego ustroju dlaczego tak się stało. Może ktoś pokątnie próbował sobie załatwić jedno wielkie mieszkanie połączone z dwóch. Może zabrakło prefabrykatów bez otworów.  A może plan rozkładu mieszkań był pierwotnie inny i ten pokój miał należeć do mieszkania sąsiada. Kto to wie? W każdym razie pan z sąsiadem przeprosili za szkodę, dziurę zalepili, bałagan posprzątali, a dzisiaj trwa szpachlowanie i malowanie ściany. Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Kochani, pozdrawiam Was serdecznie i życzę dużo miłości. Niech zawsze opromienia ona Wasze życie.

Pa, pa,

Małgosia

wtorek, 12 lutego 2019

Prawie jak Alternatywy 4


Witajcie, kochani!

Oj, chyba nie będzie mi dane nudzić się w te ferie. Dzisiaj rano obudziły mnie dobitne dźwięki wiercenia i stukania zza ściany – acha, sąsiad coś remontuje. Trudno, trzeba wytrzymać hałas, w socjalistycznym bloku z wielkiej płyty akustyka jest niemalże jak w sali koncertowej, a każdy od czasu do czasu coś odremontować w mieszkaniu musi. Po śniadaniu zasiadłam przy biurku i ignorując hałasy zabrałam się za album, gdy nagle usłyszałam niesamowity dźwięk.  Pobiegłam do drugiego pokoju, a tam… Oczom własnym nie wierzyłam! Obraz (autorstwa Basi Wójcik nota bene) spadł ze ściany znacząc ją malowniczymi śladami, zaś poniżej ujrzałam – zresztą zobaczcie sami:


A zza ściany dalej dochodziły dźwięki wiertarki. Zaczęłam więc walić w ścianę i krzyczeć, żeby zaprzestano wiercenia, bo mam dziurę w tejże. Przez rzeczoną ścianę otrzymałam stłumioną odpowiedź „Jaką dziurę? Przecież ja pani nie widzę!” Na szczęście po chwili sprawca dziury zapukał do moich drzwi i na własne oczy mógł ocenić swoje dzieło. Ocenę tę wyraził słowami: „E, nic się nie stało. To się da zalepić”. Tak więc na jutro jestem z panem umówiona na zalepianie. A przy okazji mój zasób wiedzy poszerzył się o znaczący fakt: jeśli przez jakiś otwór nie można mnie zobaczyć, to nie można nazwać go dziurą:)

Dla odreagowania zjadłam całą czekoladę i zrobiłam szybciutko dwie kartki wielkanocne, które wrzucam, żeby ten post nie był tak całkiem pozbawiony elementów rękodzieła (choć „ozdobę” na ścianie też pod rękodzieło można by podciągnąć).





Pozdrawiam Was, kochani. Niech żyją remonty!:)

Pa, pa,

Małgosia

poniedziałek, 11 lutego 2019

Maluszki na zapiski


Witajcie, kochani!

Na Rogatym blogu Inki wpadła mi w oko propozycja zrobienia okładki do bloczka samoprzylepnych karteczek. Zabawa w sam raz dla mnie, bo takich karteczek używam mnóstwo (nazywam ich „sklerotyczkami”). Gdy dodamy im sztalugową okładkę, mogą stanowić przy okazji ozdobę biurka. Taką więc okładkę popełniłam z zimowymi rogasiami:





Z rozpędu powstała jeszcze jedna, tym razem wiosenna.




A tutaj obie:


Oprócz tego zaliczyłam dziś dentystę i urząd skarbowy, więc ferie bynajmniej nie są nudne:)

Pozdrawiam Was najserdeczniej,

Małgosia