Samochwała w kącie stała
i tak wciąż opowiadała:
miałam szczęście, moi mili,
wygrać candy u Maryli.
Kiedy paczkę otworzyłam,
pod sam sufit podskoczyłam,
bo dostałam czekoladę
(której sama dałam radę:),
foamiranowe kwiatki,
każdy z nich jak okaz rzadki
i kolczyki – frywolitki,
co upiększą pyszczek brzydki.
Tak, kochane, szczęściara ze mnie. A wierszyk powstał z
inspiracji wuja Tarabuka, bo ostatnio dla odprężenia zanurzyłam się w
„Przygodach Sindbada Żeglarza” Leśmiana. Co do ostatniej linijki, to nie jest
aż tak źle, ale nie mogłam znaleźć rymu do frywolitki:)
Marylko, jeszcze raz Ci serdecznie dziękuję za piękny
podarunek, a Was pozdrawiam cieplutko,
Gosia
Ps. W następnym poście pojawi się album, bo dawno żadnego
nie było.












